Menu

Menu dodatkowe

  • ółążść‡

Wyszukiwanie

W naszej diecezji

WSD Diecezji ElbląskiejRekolekcje Elbląg...

"Kwitnący bukszpan" 2016 promocja

 

KWITNĄCY BUKSZPAN to niezwykłe wyznanie wiary Brata Krzysztofa Łaszuka z Malborka

 

Po południu w niedzielę 20 listopada 20116 roku w kościele parafialnym p.w. Św. Urszuli Ledóchowskiej w Malborku odbyło się spotkanie promocyjne kolejnej książki pt. „Kwitnący bukszpan”  brata Krzysztofa Łaszuka – nauczyciela, wychowawcy i katechety w Szkole Podstawowej Nr 5 z Oddziałami Integracyjnymi w Malborku. Książka została wydana z okazji Roku Jubileuszowego 1050 lecia Chrztu Polski przez Wydawnictwo Misjonarzy Krwi Chrystusa POMOC  z Częstochowy. Słowem wstępnym została opatrzona przez Biskupa Elbląskiego Jacka Jezierskiego, gdzie czytamy między innymi „Noszę w sercu radość, że Krzysztof nie dał się złamać i że pięknie, duchowo dojrzał.”

 

Brat Krzysztof Łaszuk jest członkiem Instytutu Świeckiego Chrystusa Króla, gdzie złożył śluby wieczyste. Instituto Secolare Cristo Re złożono w 1938 roku w Mediolanie. Od 1963 roku Instytut założony przez profesora Giusseppe Lazzatiego rektora Uniwersytetu Katolickiego w Mediolanie jest instytutem życia konsekrowanego na prawie papieskim. Krzysztof ŁASZUK od 1984 roku pełni posługę katechetyczną – w Łodzi, Stalowej Woli, Sopocie i od kilkunastu lat w Malborku.  Jest absolwentem ATK. Jest także  ekspertem MEN w zakresie katechezy. Był konsultantem Warmińsko – Mazurskiego Ośrodka Doskonalenia Nauczycieli w Elblągu. Za swoją działalność niepodległościową w latach 1978 -1982 otrzymał od Prezydenta Andrzeja Dudy Krzyż Solidarności. W stanie wojennym był uwięziony za kolportaż ulotek. Sąd Marynarki Wojennej w Gdyni skazał go na rok i sześć miesięcy pozbawienia wolności. Po dziewięciu miesiącach zostaje zwolniony i wówczas zaczyna życie konsekrowane.

 

KWITNĄCY BUKSZPAN – to niezwykłe wyznanie wiary – tak charakteryzuje nową książkę przyjaciel Brata Krzysztofa Stanisław Sumowski. Zebrane myśli w „Kwitnącym bukszpanie” to szczególne wyznanie wiary i świadectwo wobec Prawdy sięgającej do początków historii Zbawienia. To troska o własne życie duchowe autora, który chce podążać śladami Chrystusa. To codzienne zmaganie się z wartościami Przykazania Miłości w konfrontacji z dniem powszednim i ze spotkania z Drugim Człowiekiem.

Kolega Krzysztof - nauczyciel i wychowawca poszukuje komunikatu między Bogiem a człowiekiem,  by stać się drogowskazem po Prawdzie, Drodze i Życiu zapisanym na Kartach Ewangelii. Staje się sygnatariuszem Nowego Przymierza, aby ofiarować w swoim nauczaniu – małym dzieciom, młodzieży i ich rodzicom, okruchy miłości, które otrzymuje w Eucharystii Słowa. Dzieli się swoją trudną miłością, aby wypełnić swoje śluby i przyrzeczenie  nie tylko osoby konsekrowanej,  ale także chrześcijanina, który otrzymał łaskę wiary.

Lektura historii wiary autora, to także spotkanie ze świadectwem innych kolegów i koleżanek, którzy spełniają swoją misję w polskiej szkole wprowadzając młodych ludzi w świat Miłości Chrystusa i Boga do człowieka. To także opowieść o cichych świętych, których spotykamy w swoim życiu jak Dobrych Aniołów. To Pani Maria Wiśniewska – moja przewodniczka, która pozostawiła w moim sercu niezatarty ślad dobroci,  i Jej następczyni Teresa Bukalska, niezawodny Przyjaciel i Człowiek Wiary.

Być nauczycielem, wychowawcą i katechetą - to zadanie niełatwe, kiedy trzeba walczyć o pozycję Boga w naszym życiu. Życiu skomercjalizowanym, bez idei i wartości jakże odległych od tradycji i historii naszego narodu, których korzenie sięgają wyznania wiary Mieszka i Dobrawy. Zapisane są w hagiografii męczeńskiej śmierci świętego Wojciecha i Stanisława. Współcześnie sięgają do postaci niezwykłych świadków Chrystusa – „Prymasa Tysiąclecia” Stefana Kardynała Wyszyńskiego, Nauczyciela Miłości - świętego Jana Pawła II i Nauczyciela Prawdy - księdza Jerzego Popiełuszki. Nauczyli nas jak zwyciężać zło dobrocią.

Trzeba było odwagi i szczerości,  aby spisać swoje niedokonane życie w Chrystusie na kartach „Kwitnącego Bukszpanu”.  Książka ta, to kontynuacja szczególnej spowiedzi powszechnej autora w cieniu nadziei, jakim stał się bukszpan – wiecznie zielony, symbol nieśmiertelności i trwałości życia, w tym przypadku w wierze, o którą  zabiega Krzysztof każdego dnia. Wie, że musi być pielęgnowana modlitwą i dobrym uczynkiem, niekłamanym świadectwem, aby mogła rozkwitać pięknym kwiatem Miłości Boga. Staje się dla niego symbolem zmartwychwstania i życia w Chrystusie, dla Chrystusa i z Chrystusem. Niech Pan Błogosławi i pielęgnuje to szczególne powołanie.  

 

   

 [1] 

Powrót

ŚDM 2016 Kraków

Powrót

Świadectwo ze ŚDM 2016

 

RELACJA ZE ŚWIATOWYCH DNI MŁODZIEŻY 2016

 

            Cześć!

 

            Mamy na imię Ania i Michał. Zaczęliśmy pisanie naszej relacji od różnicy zdań dotyczącej tego jak rozpocząć. I tak pewnie będzie przez cały ten tekst, gdyż wiele nas

w życiu różni, a łączy relacja – i to nie tylko ta z ŚDM ;) Chcielibyśmy podzielić się z Wami naszym tygodniem życia na Światowych Dniach Młodzieży...

            Lipiec w tym roku zaplanowaliśmy tak, aby spędzić go inaczej niż dotychczas. Dla Ani były to ostatnie wakacje po skończonych studiach, a Michał należy do tej grupy pechowców, którzy nie mają już wakacji, ale jednocześnie należy do grupy szczęśliwców, którym udało się dostać trzy tygodnie urlopu. Czas ten wypełniły Światowe Dni Młodzieży, pielgrzymka i kilka dni w górach. Przez większość tego okresu przewodniczył i towarzyszył nam ks. Jakub Altman. I tak oto z kilkunastoosobowej grupy stworzyliśmy rodzinę zszytą nicią braterstwa, wędrującą "między kanapą a odwagą". Ku naszemu zdziwieniu, na kilkanaście dni przed wyjazdem dowiedzieliśmy się, że nie będziemy mieszkać w Krakowie a w miejscowości Tarnawa Dolna – jak się potem okazało – pięknej, górskiej wiosce z niezwykle życzliwymi ludźmi, którzy ciepło przyjęli nas do swoich domów. Ania wraz z koleżankami została zakwaterowana u Państwa Jolanty i Mirosława, którzy pozytywnie zaskoczyli nas swoim sercem do produkcji choinek świątecznych na masową skalę(!). Michał natomiast wraz z ks. Jakubem i wszystkimi chłopakami zamieszkał u Państwa Józefy i Antoniego. Wspólnie w męskim gronie stwierdzili, że Pani Józefa gotuje najlepszy żurek jaki kiedykolwiek jedli. Żeby dostać się na miejsce gdzie odbywały się główne wydarzenia z udziałem Papieża, musieliśmy codziennie odbyć kilkukilometrowy marsz na stację kolejową, spędzając potem godzinę w codziennie innym pociągu, lecz zawsze w międzynarodowym towarzystwie. Naszymi towarzyszami podróży byli głównie bardzo radośni i obdarzeni ogromnym poczuciem humoru Meksykanie i Hiszpanie. Któż inny miałby w sobie tyle fantazji by w drodze powrotnej, będąc zmęczonym po całym dniu, tańczyć Makarenę w pociągu. :)

Krakowskie wydarzenia były bardzo szeroko transmitowane w mediach. My, jako uczestnicy nie mieliśmy dobrego odbioru w porównaniu do osób przed telewizorami, jednak możliwość uczestniczenia na żywo w obchodach Dni Młodzieży przeważyła by podjąć trud zmęczenia, zwłaszcza fizycznego i dać świadectwo swojej wiary. Wierzymy, że osoby na całym świecie gdy oglądały “migawki” w programach informacyjnych, nie przeszły obojętnie koło transmisji tych wydarzeń. Podawane informacje, że w spotkaniach z Papieżem uczestniczyło około 2 milionów młodych ludzi mogło zadziałać na zasadzie zaciekawienia, będącego impulsem do zadania sobie pytania - co ich przyciąga, co jest w życiu ważne, co jest osią i drogą naszego życia. A na tej ścieżce spotkanie z miłosierdziem Boga jest już nieuniknione. W piątek byliśmy na Drodze Krzyżowej. Niezwykłej Drodze Krzyżowej, której może nie widzieliśmy tak dobrze jak transmitowała to telewizja, to jednak zrodziło się w nas poczucie, że jesteśmy w wyjątkowym miejscu i niezwykłym czasie. Ogromna scena, sektory pełne młodych ludzi, wszyscy przepełnieni radością, a zarazem podniosła atmosfera wydarzeń. Zachodzące słońce z licznymi promieniami przedzierającymi się znad chmur dodawały nam przeświadczenia, że oczy całego świata zwrócone są w kierunku Krakowa. Michał dotąd pamięta jak ogromne wrażenie zrobił na nim Papież, jego skromność w zachowaniu, gesty, serdeczny uśmiech i prawdziwie ojcowskie spojrzenie na innych ludzi. Obojgu nas rozbawiało i zaciekawiało określenie Ojca Świętego wypowiedziane już wprawdzie nie podczas Drogi Krzyżowej, a w kazaniu podczas Mszy Rozesłania -  “kanaposzczęście”. Czy nie jest to trafne spostrzeżenie, że choć pochodzimy z różnych roczników i mamy innych znajomych, to gdzieś, nawet w codziennych rozmowach o planach po zajęciach na uczelni, w pracy czy sposobach spędzania wolnego czasu nie towarzyszy nam myśl i przeświadczenie, że trwanie w naszych strefach komfortu i - niekiedy - wygodny styl życia da nam szczęście? Papież, jednym zabawnym słowem skłonił nas do głębokiej refleksji. Trzeba trochę ryzyka, żeby zamienić kanapę na buty, mówił dalej Ojciec Święty. W drodze, której przecież nie będziemy znali, przydadzą się buty… i to sportowe!  Przed nami wszystkimi długa droga, by zmienić nasze serca z kamienia na serca z ciała, niekiedy będziemy pełni strachu a i brat jego - paraliż będzie obecny. Chłonęliśmy słowa Papieża jak gąbka. Wiedzieliśmy wprawdzie, że podążanie za prawdą Jezusa nie jest łatwe, że to droga pełna wyrzeczeń, ale słowa wypowiadane na Campusie Misericordiae wybrzmiewały w nas z ogromną siłą. Czuliśmy, że jest to wezwanie i… wyzwanie, bo kiedy Pan nas wzywa nie patrzy na to kim jesteśmy lub kim byliśmy, tylko na to co możemy zrobić. Bóg przychodzi by przemienić w NAS to co jest zamknięte. Uczy, że w życiu trzeba być odważnym i wolnym oraz tego, że jeśli nie damy światu tego, co mamy najlepsze, to świat nie stanie się lepszy. To wezwanie do tego, byśmy stali się bohaterami.

Niedzielną Mszę rozesłania poprzedzało sobotnie czuwanie. Zaplanowaliśmy, że po czuwaniu zostaniemy całą noc na polach Campusu, ponieważ ze względów logistycznych nie mieliśmy możliwości wrócić do miejsca zakwaterowania by następnego ranka być na Mszy Rozesłania. Prognoza pogody - możliwe opady deszczu, a my z plecakami i bez namiotu (ze względów bezpieczeństwa nie można było ich rozkładać) mieliśmy “pod gołym niebem” dotrwać do rana. Wieczór pożegnał nas pięknym zachodem słońca i jak to Ania nazwała - “oko Opatrzności” nad nami czuwało. Kiedy okazało się, że nie ma dla nas miejsca w wyznaczonym sektorze, zapadła konsternacja - co teraz? Z pomocą przyszedł nam nasz opiekun ks. Jakub. Jego doświadczenie z harcerstwa i umiejętność porozumienia z ludźmi doprowadziło do tego, że znaleźliśmy spokojny kąt do rozłożenia śpiworów pomiędzy namiotami z punktem medycznym a łazienkami polowymi. I jak to w życiu jest, mimo iż na początku byliśmy trochę rozgoryczeni, że nie było dla nas miejsca, to ostatecznie okazało się, że znaleźliśmy się w najlepszym miejscu jakim mogliśmy być. W namiotach były przechowywane zapasy wody i świec na nocne czuwanie. Wolontariusze poprosili nas o pomoc przy ich rozdawaniu, w co chętnie się zaangażowaliśmy, czerpiąc przy tym wiele radości i poczucia spełnienia, że nie jesteśmy jedynie widzami, a współtworzymy choć w minimalnym stopniu to wydarzenie. Ta sytuacja to urzeczywistnienie słów Papieża, które wypowiedział następnego ranka podczas kazania: “największą przemianą jest zmiana naszych rąk na ręce komunii, pojednania”. Po czuwaniu i krótkim spacerze po Campusie pełnym setek tysięcy ludzi ze 187 krajów, zmęczeni i pełni nowych doświadczeń oraz spostrzeżeń, położyliśmy się spać. Myślę, że większość z nas - “śledzi”, leżących jeden przy drugim, opatulonych w śpiwory, miało z tyłu głowy obawę, że prognozowany deszcz może nas mocno zmoczyć. Ale zaufaliśmy Opatrzności i nie budowaliśmy zalecanych konstrukcji przeciwdeszczowych:) Mieliśmy w sercach spokój, że jeśli nadejdą chmury i spadnie deszcz, to widać Bóg miałby w tym swój cel. Podobne zaufanie Bogu i przeświadczenie, że nie można przez życie przejść zgarbionym i zalęknionym mieliśmy na etapie podejmowania decyzji o wyjeździe na ŚDM. Znajomi i bliscy z obawy o nas odradzali nam wyjazd tłumacząc, że tyle się dzieje złego na świecie, że tak często słychać o zamachach terrorystycznych...  Nic złego nam i innym uczestnikom się nie stało. Deszczu nie było, a w naszej pamięci powstało mnóstwo pięknych wspomnień i życiowych nauk Papieża Franciszka.

Mimo dzielących nas różnic, między całą naszą malborską ekipą wywiązała się piękna zażyłość. Wspólna droga kilkukilometrowych przechadzek między dworcem a miejscami gdzie spotykaliśmy się z Ojcem Świętym, zgrywanie charakterów, decyzje co wybieramy z bogatej oferty wydarzeń dziejących się podczas ŚDM - uwierzcie, to nie było łatwe, ale udało się! Kiedy wróciliśmy z Krakowa, bliscy i znajomi pytali nas o odczucia i przeżycia. Dużo opowiadaliśmy pięknych i bardzo radosnych historii. Niektórzy mówili - no dobra, ale na pewno było też coś co się Wam mniej podobało. Owszem - oczywiście, że były i takie sytuacje. Nie spodziewaliśmy się, że powrót z Mszy Rozesłania będzie tak męczący. Staliśmy w gigantycznym tłumie, świeciło palące słońce, a potem była burza. Chyba wszyscy byliśmy fizycznie wykończeni, ale po przejściu kilku kilometrów dotarliśmy do autokaru i zmęczenie z każdym kilometrem powrotnej drogi nam malało. Na wyjeździe z Krakowa staliśmy w korku i znów musimy powiedzieć - w życiu nie ma przypadków. Drugą rzeczą, której nam brakowało było to, że ze względu na zakwaterowanie poza Krakowem nigdy nie widzieliśmy Papieża Franciszka w Oknie Papieskim, ale z okna naszego autokaru stającego na zatłoczonej wyjazdówce z Krakowa zobaczyliśmy jak papieski samolot startuje z płyty lotniska. Jedna z osób w autokarze na widok samolotu zawołała spontanicznie: papa Papa Francesco! I to proste zawołanie na zawsze zapadnie w naszą pamięć. W tej żywiołowej reakcji można by zawrzeć cały nasz bagaż doświadczeń, przeżyć i radości związanych z obcowaniem z Papieżem Franciszkiem: życzliwość, uśmiech, drogę prawdy, otwartość i uprzejmość.

 Każdy z nas jest inny, nosimy różne buty, mamy różne doświadczenia, chodzimy różnymi drogami, jednakże wszyscy jesteśmy wyjątkowi. Wyjątkowa była też nasza wspólna droga podczas ŚDM. Nasza relacja jest próbą podzielenia się z Wami naszym przeżyciem tego wyjątkowego czasu z punktu widzenia pary młodych ludzi, których drogi spotkały się na jakimś etapie życia. Papież nam to powiedział na zakończenie homilii - droga będzie namaszczona krzyżem zmęczenia. Zmęczenia zarówno tego codziennego, jak i tego wynikającego z pełnego bagażu doświadczeń, różnic, zranień, upadków i prób podniesienia się. Łatwiej jest w życiu budować mosty, niż wznosić mury. Pierwszy most to most, który możemy zbudować już teraz - podać sobie ręce! To wzór mostu braterstwa. On, który jest prawdą, zaprasza do porzucenia dróg izolacji, zwątpienia i rezygnacji. Jezus pokazuje nam, że życie to nie muzeum, a spoglądanie nieustannie w kierunku horyzontu, w kierunku Światłości. Friedrich Schiller miał powiedzieć: “Trwaj tylko w słońcu, bo nic pięknego nie rośnie w ciemności”, czego sobie i Wam życzymy. Z Panem Bogiem.

 Ania i Michał

 

 

 

                                                          

 

 

Artykuły

Święta

Czwartek, VI Tydzień Wielkanocny Rok A, I Dzień powszedni, albo wspomnienie św. Bedy Czcigodnego, Prezbitera i doktora Kościoła, albo wspomnienie św. Grzegorza VII, papieża, albo wspomnienie św. Marii Magdaleny de Pazzi, dziewicy

Dzisiaj jest

czwartek,
25 maja 2017

(145. dzień roku)

Sprawdź pogodę u nas =>

FACEBOOK - strona Parafii

Porządek Mszy św.

Msze św. w niedziele:

700, 900, 1030, 1200, 1800

Msze św. w tygodniu:

700 i 1800

Posłuchaj...

Licznik

Liczba wyświetleń strony:
898900